niedziela, 29 grudnia 2013

Operacja?! Nigdy w życiu!

        Hej!

             Przepraszam bardzo, że tak długo nic nie dodawałam, ale całkowicie zapomniałam o blogu… Tyle się ostatnio działo… :)

             Dzisiaj miałam opisać dzień operacji, ale postanowiłam napisać jakieś słowa otuchy osobom szykującym się na nią i napiszę jak to było ze mną…

             Zacznijmy od tego, że jako maluszek, kilka dni po urodzeniu, zostałam zarażona bakterią gronkowca i miałam sepsę. Cudem uszłam z życiem i jestem wdzięczna Bogu za to. Bakteria wygryzła mi kawałek kości w stawie barkowym, przez co wolniej rośnie, a skrócenie wynosi już 10 cm. Jeśli chodzi o nogę to w trzecim miesiącu życia wykryli u mnie dysplazję stawu biodrowego. Nosiłam wtedy jakiś aparat, ale nic nie pomógł :(. Trzy lata temu byłam u (jak się potem okazało) mojego lekarza :) ze skróceniem 1,5 cm, które coraz bardziej się powiększało, aż doszło do 5 cm. Wtedy było to bardzo uciążliwe, oczywiście nosiłam wkładki… Przez te trzy lata mówiłam, że nigdy w życiu nie zgodzę się na operację, a tak naprawdę na mojej decyzji zaważył tydzień. W kwietniu byłam u innego lekarza prywatnie i chciał mnie od razu zapisać, ale się nie zgodziłam. Myślałam o tym cały czas i po tygodniu się zgodziłam. Teraz nie żałuję. Wieczorem (operacja rano) trzeba się było porządnie umyć, a po tym dawali tabletkę na uspokojenie. Zdziwiłam się, bo była malusia, a serio mega uspokajała. Nie można było tylko chodzić po jej zażyciu. Rano znów ją dali i zasnęłam :). Obudziła mnie mama, jak przyjechał salowy, żeby zabrać mnie na blok. Położyłam się na łóżku kazali się rozebrać i pojechałam. Zanim jeszcze wjechałam na salę mama mogła mi dać buziaka :).
Jak zawieźli mnie na salę, założyli mi wenflon, pan doktor wstrzyknął mi coś na utratę pamięci i pamiętam jeszcze jak robili mi znieczulenie dokręgosłupowe… Potem stało się coś śmiesznego :) obudziłam się w trakcie operacji na kilka sekund :) . Kolejną rzeczą jaką pamiętam jest budzenie mnie. Zawieźli mnie na salę pooperacyją i tam zostałam do wieczora. Była tam całkiem dobra opieka, a jak tylko zaczynało mnie coś boleć, od razu dostawałam morfinę. Wieczorem znów trafiłam do swojej dawnej sali z oddziału.

             To już w sumie wszystko. Mam nadzieję, że komuś przyda się to moje nudne opowiadanie :).
Zapraszam do komentowania i proszę o propozycje kolejnych postów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz